czwartek, 22 sierpnia 2013

Ja, łazienka i najlepszy wibrator w historii...

Kochani!
Muszę Wam się do czegoś przyznać. Kiedyś postanowiłam, że wibratory będą dla mnie tylko dodatkiem. Ot podręczną zabawką, jak mnie gdzieś zaswędzi cipka. Ale teraz zmieniam zdanie. Znalazłam takiego wariata, że mucha nie siada. Nie jestem gadżeciarą. Nie mam najnowszego iphone'a-srajfona, ale tę zabawkę bezwzględnie musiałam sobie kupić, do czego namawiam moje czytelniczki. Wiecie co potrafi wibrator pulsacyjny Stronic? Nie tyle wibruje, ile wykonuje ruchy posuwisto-zwrotne. Dokładnie tak! To pierwszy taki sprzęt na świecie, o którym z czystym sumieniem można napisać, że zastępuje, no właśnie sprzęt. Dla takich zabawek cieszę się, że jestem kobietą. Ostatnio byłam w centrum handlowym i mnie przyszpiliło. Poszłam do łazienki i tam odpaliłam wibrator. Po pięciu minutach gmerania nim w mojej wilgotnej cipce czułam się, jakbym została porządnie wypieprzona. Na dalszą część zakupów wyszłam na drżących nogach. Panowie, musicie się postarać, żeby dorównać temu urządzeniu (tylko mój Marek nie musi, on daje radę).
:*
PS. Wygrzebałam w archiwum takie moje zdjęcie (w kolejnych wpisach będą następne). Ładne, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz